Tekst kuratorski (fragmenty): Gdy patrzę na prace Mikołaja Thiela, odczuwam je przede wszystkim jako proces, z którego wyłania się eklektyczna tożsamość. Struktura wizualna, złożona jest z odniesień do znanych motywów, konotacji sakralnych, bestiariuszy, mitologii, baśni. Ten system to opowieść badawcza, notatki i szkice do tożsamości. Ma cechy patchworku – zszywania z części, mantrując powracające pytanie o to „kim jestem, kim jesteś”? Nie jest to proces skończony. Rozgałęzia się na różne obszary, różne gatunki, materializuje się wielopostaciowo. Charakter Istot tworzonych przez Mikołaja Thiela, ich hybrydyczność albo ich umiejscowienie w nieoczywistym kontekście (małpa na obrazie, ptasie mumie) zaprzecza wyuczonemu czy wręcz uproszczonemu ich definiowaniu. A co za tym idzie ich deprecjonowaniu w sposobach odbierania świata, czy prawach do pełnej obecności w świecie, jako bytów z góry prostszych, deficytowych, niższych w hierarchii.
Są to postaci dziwaczne, niejednoznaczne. Łączą cechy tego, co jest znane (zidentyfikowane) i nieznane (mnożące pytania, wątpliwości). Są mieszkańcami wyobraźni, są wizualnymi odpowiedziami na niechętnie dopuszczaną świadomość bycia ludźmi, czyli zwierzętami. Podobieństwa są niewygodne, a nawet niebezpieczne. Baśń dobrze sprawdza się jako metoda opowiedzenia o specyfice relacji ludzko zwierzęcych. Monolit antropocentryczny trzyma się zasad gatunku – zarówno w sensie literackim (każda baśń ma rys brutalny), jak i sprawnego dzielenia świata według tego, w jakim ciele się rodzisz. Innymi słowy, ludzie tworzą baśń z gatunkowistycznym morałem.
Istoty pełne są koloru, faktur, ocierają się o swoisty glamour. Ich rewiowy charakter to wspaniały kostium dla wskazania okrucieństwa. Widząc te kolory i błysk, to jakby powiedzieć – zobacz, jak kolorowe, kostiumowe jest przebranie, które każdego dnia szyjesz dla swojego sumienia. Feeria z braku czasu, przyzwyczajeń, egoizmu, wraz z koroną utkaną z ażuru cynicznych słów „każdy ma prawo wyboru”. To karnawał, który znamy z własnej codzienności. Zwykły i niezauważony. Te kategorie wracają niemal zawsze, gdy mowa jest o zwierzętach i ich krzywdzie.
Wszyscy jesteśmy mieszkańcami willi, za płotem której rozgrywa się koszmar. Czasem do naszego ogródka nadlatują strzępy – dźwięków, oparów, dziwnej sadzy. To nie musi przeszkadzać w pracy, życiu rodzinnym, wypoczynku, realizacji pasji. Wystarczy nie zerkać za płot zbyt uważnie. Jeśli dopuszczę, że inni czują tak jak ja, że chcą żyć, mają swoje marzenia, jak zaakceptować fakt, że są również tymi, którzy podlegają doskonałej eksploatacji?
Kuratorka: Karolina Pikosz
Źródło: materiały prasowe BWA Bydgoszcz